czwartek, 24 maja 2018

Łazanki z młodą kapustą i pieczarkami

Kiedy młoda kapusta króluje na straganach, u mnie w domu często gości na stole.  Bardzo lubię młodą kapustę i u nas nigdy się nie nudzi, ponieważ przygotowuję ją na różne sposoby. Oczywiście, kiedy tylko pojawia się ta pierwsza w sezonie, to robię młodą kapustę zasmażaną albo z koperkiem i młodą marchewką, smaczna jest też z kiełbasą...
Dzisiaj chcę Wam zaproponować pyszne łazanki z młodą kapustą,  pieczarkami i koperkiem



Składniki:
główka młodej kapusty (ok. 500 g)
500 g pieczarek
500 g makaronu łazanki
1-2  cebule wg uznania
1 płaska  łyżka kminku
kilka ziarenek ziela angielskiego
listek laurowy
sól
pieprz świeżo zmielony
pęczek koperku
olej





Wykonanie:
Kapustę poszatkowałam.
Pieczarki po oczyszczeniu pokroiłam w plasterki.
Cebulę posiekałam.
Koperek umyłam i drobno posiekałam.


Makaron ugotowałam al’dente w dużej ilości posolonego wrzątku. Czas wg zaleceń producenta. Odcedziłam.
Kapustę ugotowałam al’ dente około 10 minut. Odcedziłam.



Na dużej patelni rozgrzałam 4 łyżki oleju. Wrzuciłam cebulę i zeszkliłam ją, a za chwilę dodałam pieczarki. Wymieszałam i smażyłam około 10 minut na średnim ogniu. Teraz czas na dodanie makaronu.  Wszystko dokładnie wymieszałam, żeby składniki dobrze się ze sobą połączyły. Posoliłam, oprószyłam pieprzem do smaku,  a na końcu wsypałam posiekany koperek.



Moja potrawa już gotowa. Wszystko przełożyłam do większego garnka.



Łazanki z młodą kapustą wyszły bardzo smaczne.



























Są doskonałe w dniu, kiedy się je zrobi, ale również na drugi dzień, odsmażone na patelni smakują wyśmienicie. Przekonajcie i zróbcie te pyszne łazanki z młodą kapustą. Życzę SMACZNEGO! Krys



Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz...






czwartek, 17 maja 2018

Tort jak słońce... brzoskwiniowy z galaretkami

Maj jest miesiącem, który obfituje w wiele rodzinnych uroczystości i nie tylko. Zaczyna się świętem 1 Maja, za chwilę święto 3 Maja. Maj to miesiąc Komunii świętej. W maju przypada ważne święto naszych kochanych Mam, Mamusiek... Maj to miesiąc zakochanych. I tak można wymieniać. Dla mnie maj to miesiąc szczególny, ponieważ oboje z Mężem obchodzimy urodziny (dzień po dniu). Tyle okazji, żeby świętować, żeby podejmować ważnych i wyjątkowych gości, rodzinę, przyjaciół...
Dzisiaj chcę Wam pokazać tort, który zrobiłam na nasze urodziny. Moje i mojego Męża. Przepis powstawał podczas robienia tortu. Miałam kilka pomysłów. Dekorację tortu zmieniałam dwa razy i dopiero za trzecim osiągnęłam to, co najbardziej przypadło mi do gustu. Chciałam, żeby  tort wyrażał radość, szczęście i słońce, żeby było wesoło i radośnie i smacznie. 
Smacznie było, radośnie też, a czy ładnie? Oceńcie sami :)

 (na tortownicę o śred. 25 cm)


Składniki na biszkopt:
6 jajek (o temperaturze pokojowej)
140 g  mąki pszennej tortowej
50 g mąki ziemniaczanej
170 g drobnego cukru
szczypta soli


Składniki na krem:
500 ml śmietany kremówki (36%)
250 g serka maskarpone
2 łyżeczki cukru pudru
1 opakowanie galaretki brzoskwiniowej
1 opakowanie galaretki cytrynowej

Do nasączenia:
¾ szklanki wody
sok z połowy cytryny
1 łyżeczka cukru

Do przybrania tortu:
300 ml śmietanki kremówki (36%)
200 g serka maskarpone
1 łyżeczka cukru pudru
odrobina barwnika spożywczego
4 łyżki rozdrobnionych biszkoptów
puszka brzoskwiń w syropie


Wykonanie biszkoptu:
Do miski przesiałam i zmieszałam  obie mąki. Oddzieliłam żółtka od białek. Białka ubiłam z odrobiną soli na sztywną pianę dodając partiami cukier. Łyżka po łyżce, nie przerywając ubijania.  Kiedy piana była już sztywna i lśniąca, zmniejszyłam obroty miksera i dodawałam po jednym żółtku. Następne dopiero wtedy, kiedy poprzednie zostało dobrze wmieszane.
Do ubitej masy dosypywałam zmieszane mąki i wymieszałam je za pomocą szpatułki. Delikatnie, od spodu do góry, tak aby składniki się dobrze połączyły, jednocześnie zachowując strukturę piany.



Piekarnik nagrzałam do temperatury 170°C góra/dół.
Papierem do pieczenia wyłożyłam tylko spód tortownicy o średnicy 25 cm.  Boków niczym nie smarowałam.
Ciasto przelałam do tortownicy i wstawiłam do piekarnika na około 30–35 minut (do suchego patyczka). Nie jest wskazane otwieranie drzwiczek piekarnika przez pierwsze 20 minut.



Po upieczeniu, upuściłam foremkę z biszkoptem z wysokości około 50 cm na podłogę, na dywan. To zapewni, że biszkopt zachowa równą powierzchnię.
Następnie włożyłam ponownie do piekarnika i zostawiłam do wystudzenia przy uchylonych drzwiczkach.  Kiedy całkowicie wystygł, okroiłam delikatnie bok biszkoptu od tortownicy i wyjęłam z formy.



Obie galaretki rozpuściłam osobno w 250 ml wrzącej wody.
Kiedy wystygły, przelałam je do miseczek wyłożonych folią spożywczą i wstawiłam do lodówki, żeby całkowicie zastygły.
Potem wyłożyłam na talerze i pokroiłam w drobną kosteczkę.



Biszkopt przekroiłam na trzy krążki.
Składniki ponczu wymieszałam, żeby cukier się rozpuścił.



Do misy miksera przelałam śmietankę, dodałam serek maskarpone i wsypałam cukier. Wszystko razem ubiłam na puszysty krem i podzieliłam na dwie części. Do każdej dodałam ¾ ilości pokrojonej galaretki. Nie dodałam wszystkiej, bo masa byłaby za bardzo  zbita.



Na paterze ułożyłam jeden krążek biszkoptu, nasączyłam ponczem i wyłożyłam na niego krem z galaretką brzoskwiniową. Rozsmarowałam równo i przykryłam drugim krążkiem biszkoptu, który również nasączyłam ponczem. Rozsmarowałam drugi krem, tym razem z galaretką cytrynową. 



Na wierzchu położyłam ostatni biszkoptowy krążek. Nasączyłam go ponczem.

Do dekoracji tortu ubiłam 300 ml kremówki z serkiem maskarpone i cukrem pudrem. Tym kremem posmarowałam wierzch i boki tortu. 

2 łyżki kremu odłożyłam i  dodałam odrobinę żółtego barwnika (do dekoracji). 
Boki "obsypałam" rozkruszonymi biszkoptami a wierzch udekorowałam rozetkami kremu śmietanowego wyciśniętego ze szprycy. Dookoła rozłożyłam brzoskwinie pokrojone w plasterki.



Tort wstawiłam do lodówki.
Dopiero na drugi dzień pokroiłam go i razem z moimi gośćmi mogłam się przekonać jak wygląda po przekrojeniu i  jak smakuje





Tort był pyszny. Został zjedzony do ostatniego okruszka. Opinia moich gości o tym torcie: "jest lekki, orzeźwiający, niezbyt słodki. Idealny na ciepłe i na gorące dni..."

W maju jest wiele okazji do zrobienia tortu, może skorzystacie z mojego przepisu? Polecam. Tym, którzy się na niego zdecydują  pozostaje mi tylko życzyć SMACZNEGO! Krys



Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz...





czwartek, 10 maja 2018

Zupa z brokułów, z warzywami

Bardzo lubię zupy treściwe, gęste, z dużą ilością warzyw, które najpierw przesmażam na patelni a potem robię z tego zupę właściwą. Tak zrobiłam i tym razem. Warzywa poddane takiej obróbce stają się jędrne, wyzwalają z siebie wspaniały aromat i  uwalniają wszystkie smaki. To jest pyszne :)


Składniki:
2 brokuły o wadze ok. 800  g
3 duże marchewki
kawałek selera w korzeniu
2 dorodne pietruszki
2 cebule
mały kawałek pora
kilka ziemniaków
kubeczek (200 g śmietany 18%)
kilka kuleczek ziela angielskiego
kilka listków laurowych
sól
pieprz świeżo zmielony
3 łyżki oliwy
1 łyżka masła


Wykonanie:
Brokuły po umyciu podzieliłam na różyczki. Ogonki odcięłam  i zostawiłam je.
Wszystkie warzywa obrałam, opłukałam i pokroiłam: cebulę w pół plasterki,  por w krążki, marchewkę i pietruszkę w talarki, seler w cienkie plasterki, a ziemniaki w kosteczkę.


Na dużej patelni, na średnim  ogniu  rozgrzałam oliwę z masłem.  Wrzuciłam cebulę, żeby się zeszkliła. Po chwili dodałam por, następnie pozostałe warzywa razem z ogonkami brokułów. Smażyłam około 10 minut, od czasu do czasu mieszając aż zmiękną i lekko się zrumienią.


Zagotowałam 3 litry wody i przełożyłam do niego zawartość patelni i od razu dorzuciłam pokrojone ziemniaki.
Wymieszałam. Po około 8 - 10 minutach dodałam różyczki brokułów.



Dodałam przyprawy oraz  sól i pieprz.
Zostawiłam na średnim ogniu jeszcze na około 5 – 7 minut.
Odlałam połowę zupy i delikatnie  zmiksowałam blenderem. Konsystencja powinna być trochę grudkowata. Połączyłam obie zupy.
Teraz można jeszcze zupę „dosmaczyć” wg uznania, wlać śmietanę i... gotowe. Można podawać na stół.


Śmietanę można też podać inaczej, czyli dopiero na talerzu w formie „kleksa”



Lubicie takie zupy? Pełne warzyw, bardzo treściwe i bardzo smaczne? Koniecznie ugotujcie taką właśnie zupę, z brokułami, z warzywami... Polecam i życzę SMACZNEGO! Krys


Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz...




czwartek, 3 maja 2018

Makaron z kolorowymi warzywami

Ostatnio częściej gotuję i piekę bez planowania. Spontanicznie. Tak, jak dzisiejsze danie. Powstało pod wpływem chwili i ze składników jakie miałam pod ręką. Dlatego też nie zamieściłam zdjęcia składników, ponieważ wszystko co jest w przepisie, dodawałam kolejno smakując potrawę w trakcie gotowania.


Składniki:
1 średnia cukinia
1 mała cebula
3 papryki: czerwona, zielona, żółta
1 duży ząbek czosnku
kilka pieczarek
1 pomidor
sól
pieprz świeżo zmielony
¼ łyżeczki słodkiej papryki
½ łyżeczki ziół prowansalskich
kilka gałązek świeżej bazylii
kilka listków mięty
3 łyżki oleju


Wykonanie:
Paprykę oczyściłam, pozbyłam nasionek. Pokroiłam w kostkę.
Cukinię umyłam, pokroiłam w średnią kostkę.
Cebulę i czosnek posiekałam.
Pieczarki po obraniu poszatkowałam w talarki.



Na dużej patelni rozgrzałam olej i najpierw wrzuciłam cebulę, żeby się zeszkliła. Następnie po kolei dodawałam pozostałe składniki: paprykę, cukinię, czosnek. Na koniec wsypałam pieczarki. Wszystko smażyłam krótko (około 20 minut) na średnim ogniu, od czasu do czasu  mieszałam. Zależało  mi na tym, żeby warzywa się lekko podsmażyły, ale żeby zachowały jędrność. Pomidora włożyłam do gorącej wody, po 20 sekundach wyjęłam, przelałam zimną wodą i bez kłopotu zdjęłam z niego skórkę. Miąższ pokroiłam i dodałam na patelnię do warzyw.



Całość przyprawiłam do smaku solą, pieprzem i słodką papryką. A na koniec oprószyłam ziołami prowansalskimi, obsypałam posiekanymi listkami bazylii i mięty.
Ale to pysznie smakuje i pięknie pachnie.

W międzyczasie ugotowałam makaron (czas, wg zaleceń producenta) w dużej ilości posolonego wrzątku, odcedziłam, ale szklankę wody z makaronu zachowałam.
Po odcedzeniu makaron przełożyłam na patelnię do warzyw. Wymieszałam. Dolałam jeszcze około pół szklanki wody z gotowania makaronu. Dokładnie wymieszałam.



Można jeszcze przyprawić do smaku wg uznania i już można podawać na stół





Jeśli lubicie makarony i warzywa podsmażane, które razem potrafią stworzyć pyszne danie, to ten przepis jest właśnie dla Was. Dlatego polecam i życzę SMACZNEGO! Krys




Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz...





czwartek, 26 kwietnia 2018

Kremówka... a może... Napoleonka?

Nie wiem jak nazwać ten mój przepyszny deser. Z pewnością ma coś z „napoleonki” i coś z „kremówki”.  W wieloletniej „wojnie” pomiędzy krakowską „kremówką” a warszawską „napoleonką” szala przechyla się raz w jedną raz w drugą stronę. Napoleonki robi się z kremem śmietanowym a „kremówki” z waniliowo-budyniowym. A może jest odwrotnie? Już sama nie wiem, i nie wiem czy ktoś wie jaka jest prawda.
Jak zwał, tak zwał jednego nie da się zaprzeczyć, że moja kremówka, czy napoleonka jest wyśmienita w smaku. Zawiera dwa kremy i budyniowo-maślany i śmietankowy.
Jeśli lubicie takie desery z takimi kremami, to ten przepis jest właśnie dla Was


Przepis na kremówkę powstał pod wpływem chwili.
Nawet nie myślałam, że zamieszczę go na blogu. Miał to być ot taki deser na rodzinne spotkanie. A tu wyszły całkiem  ładne kremówki i szkoda było tak je zostawić.
Wtedy zrobiłam im „sesję” zdjęciową, ale zdjęcia składników niestety nie mam. Może kiedyś... jak zrobię ponownie i będę miała na tyle czasu, to uzupełnię :)


Składniki na 12 sztuk (blaszka 24x28 cm):
1 opakowanie ciasta francuskiego

Krem budyniowy:
600 ml mleka
300 ml śmietanki kremówki (30%)
170 g cukru
2 łyżki (pełne) mąki pszennej tortowej
4 łyżki mąki ziemniaczanej
7 żółtek
120 g miękkiego masła

Krem śmietankowy:
500 ml śmietanki kremówki (36 %)
2 łyżki cukru pudru

Wykonanie:
Opakowanie ciasta francuskiego wyjęłam z lodówki, żeby stało się plastyczne.

Zrobiłam krem budyniowy.
500 ml mleka wlałam do rondla z grubym dnem. Wsypałam cukier, cukier waniliowy i wstawiłam do gotowania na średnim ogniu. Po zagotowaniu, wlałam 300 ml śmietanki. Wymieszałam i postawiłam ponownie na gazie.
Pozostałe 100 ml mleka wymieszałam z żółtkami i obiema mąkami. Wlałam do gotującego się mleka ze śmietanką. Energicznie mieszałam, żeby nie powstały grudki. Na koniec użyłam miksera, dzięki temu mój budyń stał się gładki.


Przelałam go do miski i przykryłam folią spożywczą w ten sposób, żeby dotykała całej powierzchni budyniu. Dzięki temu na jego powierzchni nie utworzy się kożuch.
Odstawiłam do całkowitego wystudzenia.



Po wystudzeniu wymieszałam go ze zmiksowanym na puch masłem, dodając małymi porcjami budyń, żeby powstały krem zrobił się delikatny.

Piekarnik włączyłam na 180 °C.

Teraz czas na upieczenie blatów z ciasta francuskiego.
Ciasto rozwinęłam na blacie razem z papierem. Delikatnie rozwałkowałam. Przycięłam ciasto tak, aby powstały dwa prostokąty o wymiarach foremki 24x28 cm każda.
Foremki wyłożyłam papierem do pieczenia. Ciasto przełożyłam na papier. Nakłułam widelcem, żeby podczas pieczenia ciasto nie pęczniało i żeby nie tworzyły się pęcherzyki powietrza.
Upiekłam ciasto na złoty kolor.
Jedno ciasto po wyjęciu z piekarnika pocięłam na prostokąty. Wyszło 12 sztuk. To będzie stanowić wierzch moich kremówek.
Kiedy ciasto wystygło spód przełożyłam do foremki wyścielonej papierem do pieczenia. Wyłożyłam krem budyniowy, wygładziłam i wstawiłam do lodówki na około 1,5 2 godziny.

W tym czasie przygotowałam krem śmietankowy.
Śmietankę wlałam do miski i ubiłam na puszysty krem. Pod koniec ubijania dodałam cukier puder. Krem ma być delikatny.

Przełożyłam go na krem budyniowy i wygładziłam.
Na wierzchu ułożyłam przycięte prostokąty z ciasta francuskiego.
Lekko docisnęłam i wstawiłam do lodówki na całą noc.

Teraz już można upudrować cukrem pudrem i gotowe. Pocięte prostokąty ułatwiają pokrojenie całej blaszki kremówek.



Moje kremówki wyszły doskonałe i w smaku i pięknie wyglądają, dzięki temu, że zrobiłam dwa kremy są wysokie, imponujące





Koniecznie dajcie się namówić na takie kremówki/napoleonki... Życzę Smacznego! Krys


Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz...




sobota, 21 kwietnia 2018

Sałatka z arbuzem, serem feta, oliwkami i...

Niedawno pokazałam Wam sałatkę z brokułem i sosem czosnkowym... na rozgrzewkę.  Bo wtedy było zimno i ta sałatka doskonale pasowała na taką pogodę.
Ale dzisiaj, mam dla Was sałatkę zupełnie inną. Orzeźwiającą. Jest bardzo soczysta, słodka, ze zrównoważonym smakiem serka fety i czarnych oliwek.
Nie podaję ilości składników, ponieważ to zależy od tego co kto lubi i jaki składnik może dominować w Waszej sałatce. To już Wasz gust i Wasz smak. Mam nadzieję, że skusicie się na tę smaczna sałatkę.



Składniki:
połowę średniej wielkości arbuza
ok. 120 g sera feta
czarne oliwki bez pestek
zielone winogrona bezpestkowe
mandarynki (z puszki)
listki świeżej mięty
listki bazylii
pieprz świeżo zmielony


Wykonanie:
Mój arbuz ważył ponad 2,5 kg. Miał miękką skórkę,  był słodki i bardzo soczysty.
Przekroiłam  go na pół, a następnie w grubsze krążki. Odcięłam skórkę i pokroiłam kostkę.



Oliwki odcedziłam z zalewy, część z nich i część  winogron przekroiłam na połówki.
Na półmisku rozłożyłam kostki arbuza, a następnie układałam oliwki i winogrona. Na wierzchu rozkruszyłam ser feta.
Całość okrasiłam pociętymi listkami mięty i bazylii. 



Sałatkę można podać również w formie szaszłyków.



Dla podkreślenia  delikatności smaku mojej sałatki dodałam jeszcze cząstki mandarynek.



Dla zaostrzenia smaku wierzch oprószyłam świeżo zmielonym pieprzem.





Skusicie się? Zapewniam, że warto. Polecam i życzę SMACZNEGO! Krys


Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz...